Wielu z was słyszało o ACTA - niewielu natomiast rozumie, iż "prawo stosowania "reżimu" przysługuje Państwom demokratycznym tylko w przypadku gdy nie radzą sobie one z utrzymaniem władzy i ładu publicznego. Samo kształtowanie reżimu jest jednak wyłącznie pokłosiem braku edukacji, świadomości prawa lub tworzeniem niedostosowanej do potrzeb społecznych regulacji."

Inną istotną kwestią jest bardzo niska edukacja społeczna w zakresie przyczyn wypełniania pewnych obowiązków oraz skutków ich niewypełnienia. Tu nawet obecnie są poważne problemy.

Problem ACTA jest prosty - ktoś ponosi wysokie koszty tworzenia dzieła, są to czas, środki finansowe i materialne. Pragnąc aby jego prac przyniosła mu korzyść, koszty się zwróciły w stopniu wystarczającym na dalsze działania i rozwój ten "twórca" sprzedaje ekonomiczną cześć praw autorskich tym którzy mają środki do "masowego rozpowszechnienia". Twórca jest bardzo często tych środków pozbawiony.

W ten sposób koszt użytkowania dzieła wzrasta i podlegając wielokrotnemu obrotowi staje się zbyt wysoki dla przeciętnego członka społeczeństwa.

Pewna warstwy społeczeństwa nie stać na zakup licencji, płacenie narzutu jaki proponuje im system dystrybucji. Mając jednak narzędzie do powielania lub dostępu z ominięciem konieczności ponoszenia kosztów członkowie tej warstwy społecznej decydują się na kradzież, naruszenie patentu, powielenie.

Co dla systemu chore - działanie to jest zaraźliwe i w przypadku gdy jednych nie stać na dostęp do książki za 100 zł, filmu po 50 zł, programu za 10 tysięcy - ci którzy mogą te koszty ponosić - idą za przykładem "większości".

Powielanie stało się modne. Zbyt modne. Do tego stopnia modne że twórcy zaczynają się zastanawiać nad metodą obrony.


Niestety poziom naruszania prawa jest wysoki.

Plusem tego kopiowania jest większy dostęp do wiedzy i umożliwianie ludziom wybitnym darmowy rozwój, podniesienie się względem swojej warstwy społecznej.

Minusem jest stopowanie pracy tych którzy tworzą - gdyż upublicznienie dzieła przestaje się opłacać. Bardziej opłacalne jest zachowanie go dla siebie i czerpanie z posiadanej wiedzy wyłącznie osobistego zysku.

Upodabniamy się w ten sposób do Chińczyków którzy nie szanują patentów, żyją świadomością zysku i nie wahają się przed kradzieżą cudzej własności intelektualnej. Może to krzywdzące dla tej nacji - niemniej nie znam narodu który mając wystarczająco duży potencjał własny - nie wypracował przez ten czas mechanizmu - kreatywnej współpracy.

Walka społeczna o uzyskanie statusu wymusza na narodzie o tak poważnym braku równowagi klasowej potrzebę ustawicznej rywalizacji - za wszelką cenę. "Przeludnienie" - podobnie jak u Japończyków wypacza wśród społeczności ludzkich wszelką zdolność do współpracy, kooperacji i wzajemnego współdziałania.

Prosta psychologia stada i osobników Alfa. Wygrywa najsilniejszy i najbardziej bezwzględny, za nim najsprytniejszy i najodważniejszy. Na czele bardzo rzadko stoją osobniki inteligentne - a nawet jeśli się tak zdarza - otacza ich cała masa innych które z tej inteligencji nie potrafią lub nie chcą skorzystać.

Więc bez namysłu - niszczymy współprace między klasową na potrzeby utrzymania naszego statusu "Alfa". Korzystamy z tego statusu - bez namysłu i analizy naszej zależności od pozostałych członków ludzkiego stada.

Dziś wataha się zbuntowała, stwierdziła iż bezład ma wyższość nad dowodzeniem i stara się bezmyślnie zagryźć najsilniejszych, niweczyć działania najsprytniejszych i przywoływać do porządku nawet tych najodważniejszych.

Niestety - wataha nie potrafi odnaleźć czy też wybrać nowego przywódcy, nie potrafi również zmienić systemy klas. Nie jest świadoma kierunku w którym należy podążać.

Niewiele stad wybiera na swoich przywódców osobniki najmądrzejsze, najbardziej zaradne i najbardziej kompetentne. Jak robią to na przykład słonie czy wieloryby. Niestety daleko nam do nich. Natura przestała nas, aż tak skutecznie zabijać aby o naszym przetrwaniu decydowała inteligencja naszego przywódcy i przewodnika.


W przedmiotowej sprawie jest podobnie. Był reżim który wynikał podobnie jak w przypadku ACTA - z potrzeb i wynikających z nich zachowań anarchistycznych. Bardzo łagodnych zachowań które jednak swoją zmasowaną naturą i kumulacją godziły w system relacji i ustalonych praw. Państwo podobnie jak w przypadku ACTA - zmuszone było działać. Działać reżimem który nie miał ograniczenia a wyłącznie bezduszną dyrektywę.

W przypadku ACTA próbowano ludzi przywołać do określonego porządku na skalę światową. Akt ten się nie udał gdyż narzędzie i cel oddziaływania okazały się zbyt słabe a nazbyt przypominały społeczności reguły totalitaryzmu. I tu społeczeństwo ma rację - opór przed wprowadzeniem reżimu jest oporem uzasadnionym.

Takiego szczęścia nie mieli obywatele Polski w latach 1995-2003 których próbowano "wyćwiczyć" strasząc istotną i dotkliwą utratą mienia. Metoda bata przyniosła po latach pozorny skutek. Wielu wydaje się, że uzasadniony istotnym dla ładu publicznego cel uświęcił zastosowane wobec obywateli środki. Jakże poważnie ludzie ci mylą się w swojej ocenie.

Nic się nie zmieniło. Ludzie się teraz tylko wyłącznie boją. A strach jest w naszym społeczeństwie złym doradcą. Ludzi tych jest niestety znacznie mniej. Nie udało im się zrzeszyć i wspólnie zaprotestować przeciw "złemu prawu". Podawali się więc bezdusznej maszynie prawa - jeden po drugim. Pozbawiani majątku i dorobku życia na mocy art. 48 ustawy Prawo budowlane.

To co robimy to protest tych ostatnich. Pozornie niedobitków, watahy pseudo anarchistów, których system próbuje na równie z wszystkimi poprzednimi dorżnąć. Zapominamy ciągle o sensie niszczenia współplemieńców. O co to nie. Jesteśmy tego raczej nazbyt świadomi iż zawsze w każdym stadzie trzeba wskazać tych których wolno każdemu bezkarnie gryźć. Najsłabsi w stadzie - bo to właśnie oni gromadzą właśnie siły aby się odegrać.

Jak w przypadku ACTA - istnienie patologii zaczęło się od tych którzy nie mają ani środków, ani sił ani wpływów ani świadomości celu swojego istnienia. To oni ucząc się i zwracając się ku mądrym członkom stada znaleźli u nich obrońców.


Z tego miejsca chce podziękować Panu Zbigniewowi Bachmanowi za walkę oraz Pani Elżbiecie Jaworowicz za to iż pomimo wahań coś ją w tym temacie tknęło.

Z pewnością żadne z nich nie miało świadomości dokąd w wyniku podjętych w pewnym momencie życia dotrzemy. Nie wiedzieli iż ACTA i nasza misja mają aż tak dużo wspólnego.

Dziś zmuszeni jesteśmy odpowiedzieć sobie na pytania - Kiedy demokracja ma prawo stosowania wobec obywateli reżimu i jakie inne narzędzia tejże demokracji pozwolą na uregulowanie tej nagłej walki klasowej.

"Glosa"

 

Problem Polskiego Narodu jest fakt, iż zbyt wiele razy zmuszeni byliśmy wyznaczać wśród siebie osobniki do gryzienia, zbyt często wybieraliśmy na takowe - osobniki najbardziej w naszym stadzie inteligentne. A poprzez udział w zbiorowym pogryzaniu i wyznaczeniu hierarchii zbyt często pozwalaliśmy dochodzić do władzy osobnikom sprytnym lecz nazbyt głupim aby prowadzili nasze stado w dobrym i zdrowym dla jego przyszłości kierunku.

Drugoplanowi manipulatorzy byli zawsze najbezpieczniejsi. Podatni na manipulacje figuranci stawali się najlepszymi narzędziami załatwienia własnych problemów cudzymi rękami.

Wiemy to wszyscy nazbyt dobrze. Mając świadomość iż kapitalizm wymaga od nas abyśmy byli zarówno najodporniejsi jak i najbardziej bezwzględni. Inaczej bowiem - ktoś z stada nas ugryzie i strąci z zdobytej przez nas pozycji.


W tym miejscu pragnę przeprosić was za tak długi wywód. Niemniej - szczerość i otwartość oceny etycznej naszego istnienia jest właśnie naturą praw internetu. Wolno nam mówić bez obaw. Wolność słowa jest tym co chronimy najbardziej w sytuacji gdy pokazanie twarzy i odsłonięcie się spowodować może reakcje czującej zagrożenie swojego statusu - reszty stada.


Na koniec - życzę wszystkim - spokojnych dni. Odważnych zachęcam do nabycia na drodze pracy nad sobą - odrobiny życiowej mądrości. To ważne gdyż odwaga plus "roztropność" uczyni z was najlepszych kandydatów na przewodników. A tych w naszym pseudo demokratycznym społeczeństwie ciągle brakuje.